Browse > Home / Muzyka, Popkultura / „Play The Game” w Montrealu

Bądź na bieżąco - RSS

„Play The Game” w Montrealu

Październik 15th, 2009 Kategoria Muzyka, Popkultura

Queen w Montrealu

Wydany w 1980 roku album „The Game”  był pierwszą w karierze Queen płytą, na której pojawiły się syntezatory. Wcześniej grupa szczyciła się tym, że jej niesamowite miejscami brzmienie uzyskiwane jest metodami „naturalnymi”, a więc z wykorzystaniem tradycyjnych instrumentów.

Na „The Game” elektronika nie jest jeszcze tak nachalna jak na nagranym dwa lata później, kontrowersyjnym „Hot Space”. Znalazły się tu takie hity jak „Another One Bites The Dust” czy „Crazy Little Thing Called Love” – oba te utwory zrobiły furorę zwłaszcza za oceanem.

Dla mnie osobiście „The Game” jest ostatnim z serii wielkich albumów Queen. Do wielkiej formy artystycznej, po charakterystycznym dla lat 80. przechyle ku komercyjnej stylistyce pop, grupa powróciła w 1991 roku, ostatnią płytą wydaną za życia Freddiego Mercury – „Innuendo”.

Celem niniejszego wpisu jest jednak przedstawienie utworu otwierającego album „The Game” w wersji koncertowej z 1981 roku. Podczas tej trasy lider Queen po raz pierwszy pojawił się ze swoim trademark moustache. To właśnie ten wizerunek, w odróżnieniu od prezentowanego w latach 70. znacznie bardziej teatralnego image’u spod znaku glam-rocka, wbije się w pamięć milionów, pozwalając przedzieżgnąć się Mercury’emu w rockową ikonę.

Koncert w Montrealu, z którego pochodzi prezentowany utwór „Play the Game”, jest w mojej opinii jedną z najlepszych, opublikowanych dotąd rejestracji występów grupy. Jeżeli zaś chodzi o jakość dźwięku i obrazu, sprawność i kondycję samych muzyków, to z pewnością pozostawia w tyle nawet tak słynne wydarzenie, jak występ podczas koncertu Live Aid z 1985 roku.

Zanim zaproszę do obejrzenia i wysłuchania utworu, pozwolę sobie jeszcze zwrócić uwagę na kilka elementów. Przede wszystkim wykonanie to jest – jak to zresztą w przypadku Queen zawsze bywało – nieco bardziej „rockowe” od wersji studyjnej. Mowa tu nie tylko o ostrych, gitarowych wtrętach Briana Maya, ale też o nieco innym (lepszym) frazowaniu partii wokalnych przez Freddiego Mercury. Jako wieloletni fan grupy mogę pozwolić sobie napisać, że w momencie gdy Mercury wyśpiewuje słowa:

My love is pumping through my veins
Driving me insane

czuję niewymowne wzruszenie i poruszenie, jakiego dostarcza obcowanie ze sztuką w sposób ogólnoludzki transcendentną (o określeniu tym napiszę przy innej okazji).

Posłuchajmy zatem:

Did you like this? Share it:

Napisz Komentarz

Switch to our mobile site