Milan Kundera – Nieznośna lekkość bytu

Technika pisarska Milana Kundery każe umiejscawiać go pośród postmodernistów, jakkolwiek nieznośne dla każdego poważnego twórcy jest używanie tego rodzaju heurystyków i kwantyfikatorów. Nie da się jednak zaprzeczyć, że książki czeskiego powieściopisarza wykorzystują, ale i wyznaczają charakterystyczne dla ponowoczesnej literatury standardy.
Nie inaczej jest z „Nieznośną lekkością bytu”, powieścią wydaną przed ponad dwudziestu laty, traktującą zaś o okresie z historii Czechosłowacji (której to nazwy zresztą Kundera, z premedytacją, nigdy nie używa) jeszcze dawniejszym, albowiem o wydarzeniach poprzedzających i następujących po Praskiej Wiośnie. Tło historyczne stanowi w tym przypadku jedynie – a contrario wobec tytułu – dociążenie akcji, na którą składają się losy kilku bohaterów, żyjących o góra dwa stopnie oddalenia od siebie.
Powieść jest dla Kundery sposobem zgłębiania ludzkiej egzystencji. Bohaterowie są więc, jak napisałby inny, o wiele bardziej skrajny postmodernista, Kurt Vonnegut, próbnikami twórcy, wysłanymi przez niego z misją zrozumienia znaczeń i sensów. Słowa, o których definicję zapytuje Kundera w swej książce, wracają jak echo, rezonują, odnajdują się w coraz to nowych kontekstach. Pisarz dowodzi, że komunikowanie i porozumienie jest skrajnie trudne, albowiem wzajemne rozumienie znaczenia słów i symboli wykracza poza uzgodnienie kompromisowej ich denotacji.
Kundera rysuje swe dzieło cienką kreską, jakby był to szkic konstrukcji, wymagającej jeszcze obudowania, opatulenia ciepłym kocem peryfraz i alegorii. Lecz książka ta jest także właśnie o tym, że ludzkie życie nigdy nie będzie niczym innym, niż nieukończonym projektem, przymiarką do tego „prawdziwego”, domkniętego życia. Każdy człowiek jest ograniczonym twórcą, a kształt jego dzieła jest zdeterminowany, konkretny. Tak jak nie ma ucieczki przed życiem, tak nie ma ucieczki przed własną nieudolnością.